Wywiad z Adamem Banachem w ramach projektu Master The Act

Adam Banach – z wykształcenia prawnik i animator kultury (specjalizacja pantomima). Współpracował z licznymi grupami teatralnymi, żonglerskimi i fireshow. Obecnie pracuje dla Kejos Theater, jednej z czołowych grup cyrku współczesnego w Polsce. Współpracuje z Brave Kids jako instruktor artystyczny oraz przy przygotowaniu kodeksów pracy z dziećmi. Prowadzi warsztaty cyrkowe i teatralne dla osób w każdym wieku, stanie psychofizycznym i tle socjo-ekonomicznym. Ukończył europejski kurs dla trenerów cyrkowych CATE. Autor warsztatów scenicznych dla cyrkowców „Kuglarz na scenie jak lew na arenie”. Współpracuje z Siecią Pedagogiki Cyrku i European Youth Circus Organisation. Współzałożyciel Polskiego Forum Młodego Cyrku.

Adam, od dobrych paru lat zajmujesz się szeroko rozumianymi sztukami performatywnymi. Zastanawiam się, skąd się wzięło u Ciebie takie zainteresowanie i które obszary Cię najbardziej interesują. W końcu z wykształcenia jesteś prawnikiem.

Pierwszą styczność ze sztukami performatywnymi miał już jako dziecko, kiedy zostałem członkiej dziecięcej grupy cyrkowej „Cudaki”. Granie żonglujących klaunów w wieku 11 lat było dośc niekomfortowe, ale pomogło mi przełamać wrodzoną niesmiałość. Z perspektywy lat widzę, że te wczesne występy dały mi poczucie własnej wartości, dzięki czemu stałem się pewniejszy w codziennych kontaktach z rówieśnikami.

Swoich sił próbowałem również w późniejszych latach w teatrach dramatycznych, ale w pewnym momencie zrozumiałem, że nie jest to moja droga.

W pewnym momencie zainteresowałem się głebiej pantomimą. Zdawała mi się dużo bardziej użyteczna w kuglarskim kontekście. W pantomimie cenię pewną magię, która tworzy się, gdy za pomocą ruchu przekazywane są emocje lub uczucia uniwersalne dla wszystkich. Ruch transformuje w znaczenie. 

A co z kuglarstwem, występami fireshow?

Ze względu na pandemię mam dużo mniej okazji występować z ogniem, ale wciąż pozostaje on dla mnie cennym hobby. Fireshow daje mi radość z samego obcowania z żywiołem, zatracenia się w chwili. Jak każd astrologiczny Lew lubię też, kiedy ludzie patrzą jak w tym kwitnę 😉 

Spektrum działań, które Cię interesują, jest naprawdę szerokie. W jakich projektach czy inicjatywach uczestniczysz?

Aktualnie przede wszystkim skupiam się na działalności z grupą Kejos The-At-Er, szczególnie na spektaklu „Epitafium Błazna” którego premiera miała miejsce na Festiwalu Szekspirowskim w 2020 r. Realizujemy też mniejsze projekty, np. „To cyrk”, realizowany przez naszego reżysera, Jacka Timingeriu w ramach stypendium Prezydenta Wrocławia. Podczas tego projektu staraliśmy się spojrzeć na cyrk oczami Tadeusza Kantora. W tym celu wykorzystywaliśmy jego „Lekcje mediolańskie”, które stanowią zapis ćwiczeń dla aktorów z warsztatów, które prowadził w Mediolanie. Przemycał w tych technikach dużo ciekawych motywów, np. plastycznych.

Czy ty osobiście również się tymi „Lekcjami” inspirowałeś?

Właściwie cały Projekt i seria warsztatów były inspirowane tymi ćwiczeniami, a  wykonywaliśmy je, wplatając w to kuglarskie, cyrkowe motywy. 

W 2021 napisaliśmy aplikację do miasta Wrocławia i otrzymaliśmy dofinansowanie na projekt „Dni Kejosu”, w ramach którego wystawiamy spektakl, na podstawie którego przygotujemy lekcje dla szkół. Uważamy, że jest to ciekawszy sposób uczenia się, niż klasyczne przyswajanie wiedzy. Inną zaletą jest również – z naszej perspektywy – możliwość przebicia się z cyrkiem od innej publiki, pokazanie, że może być on piękny, pouczający i wartościowy, niekoniecznie mający wiele wspólnego z tradycyjnie rozumianą areną cyrkową.

Motyw powtarzający się w Twoich działaniach to warsztaty. Czy jesteś też nauczycielem? Czego i kogo uczysz?

Tak, zwykle jestem (śmiech). W życiu dużo pracuję jako instruktor, właściwie przewarzająca część mojej aktywności zawodowej to aktywność instruktorska. Ta działalność zaczęła się od festiwali kuglarskich. Urzekł mnie wszechobecny tam model edukacji poziomej, w którym wiedza i umiejętności przekazywane są w swobodny sposób między uczestnikami. Nie trzeba być instruktorem, żeby uczyć. Nie trzeba być uczniem, żeby się uczyć. Środowisko kuglarskie łamie schematy, które wynosimy ze szkoły i udowadnia, że człowiek rozwija się całe życie, a wymiana doświadczeń i wzajemna pomoc pomaga w budowaniu wartościowych relacji społecznych.

Czy jako instruktor-edukator masz poczucie pewnej misji?

Tak, bardzo lubię uczyć ludzi. Seria warsztatów „Kuglarz na scenie jak lew na arenie” dała mi ogromną dawkę inspiracji: mogłem eksperymentować razem z uczestnikami, konstruować gry i ćwiczenia łączące teatr fizyczny i dyscypliny cyrkowe. Mi samemu pozwoliło to głębiej zrozumieć moje rzemiosło. Czuję, że to najpiękniejszy aspekt nauczania – ucząc innych rozwijam też siebie. Wspomniany warsztat pozwala przede wszystkim ośmielić ludzi, wzbudzić w nich poczucie świadomości swojego ciała, rekwizytu i przestrzeni scenicznej, zachęcić do podążania ścieżką performera, dać podstawowe narzędzia do budowania własnych etiud. Celem nie jest rozwijanie repertuaru trików kuglarskich, ale przede wszystkim nauka umiejętności świadomej ich prezentacji. 

Jako edukator uczę wielu dyscyplin, oprócz warsztatów teatralno-kuglarskich prowadzę też zajęcia żonglerskie, pantomimiczne, cyrkowe i ruchowe.

Odbiorcami moich działań są nie tylko osoby dorosłe, ale i dzieci. Rok temu uczyłem w przedszkolu dzieciaki w wieku 3-6 lat, w grupach mieszanych. Po raz pierwszy miałem okazję prowadzić długoterminowe zajęcia z tą grupą wiekową. Wykorzystałem tę okazję, by w pierwszej kolejności zbadać, a następnie rozwijać ich koordynację ruchową, motorykę małą i dużą oraz wyobraźnię. W formie zabaw próbowaliśmy wyrabiać podstawowe umiejętności posługiwania się własnym ciałem, poczucie równowagi, siłę. Myślę, że w pracy z dziećmi do nauki trzeba podejść w taki sposób, aby je przekonać, że to, co robisz, to zabawa a nie nauka i jest to podstawowe wyzwanie. Ubrać rozwój w fascynację i przygodę. 

Czy pracując w tak różnorodnych grupach musisz mieć jakieś konkretne kompetencje?

Aby pracować w szkole publicznej jako nauczyciel wymagane jest przygotowanie pedagogiczne. Ja jestem zazwyczaj zatrudniany jako instruktor, do czego nie są wymagane szczególne kwalifikacje. 

Dla mnie najważniejsza cechą pedagoga jest pokora. Zrozumienie, że moi uczniowie nie mają obowiązku się ode mnie uczyć tylko dlatego, bo potrafię coś zrobić. Moim zdaniem uczniowie nie powinni czuć się zobligowani do nauki. Ważne jest, aby umieć stworzyć warunki, w których nauka będzie dla nich atrakcyjna. Moim zadaniem jest stworzenie odpowiedniego środowiska do nauki. Jakie to środowisko jest  – zależy od grupy docelowej oraz umiejętności, które chcę przekazać. Dla mnie w etosie pedagoga nie ma miejsca na bycie mistrzem, guru, którego ludzie chłoną. Podczas zajęć dbam o moje ego w minimalnym stopniu, tylko tyle ile jest konieczne, żebym czuł się bezpieczny i mógł to bezpieczeństwo oddawać. Jest to dla mnie bardzo ważne szczególnie podczas pracy z dziećmi, które nie zinternalizowały jeszcze wszystkich norm, które jako dorośli uważamy za oczywiste. Ich kreatywność nie jest jeszcze stemperowana, ich zachowania są mało gładkie, czasem kolczaste. Kiedy doświadczamy takich zachowań pierwszą reakcją jest „przywołanie dziecka dla porządku”. W mojej pracy często doświadczam takich sytuacji i daję sobie chwilę, żeby zbadać w moim sercu – komu taka interwencja ma słuzyć? Często jako dorośli bronimy chorobliwie normalności, ze strachu przed innością. Jako pedagog nie mogę pozwolić, by mój strach stawał na drodze do rozwoju moich podopiecznych. Zdarzają się jednak sytuacje, w których zachowanie dziecka zagraża jego bezpieczeństwu lub bezpieczeństwu współuczestników. Wówczas muszę zareagować.

Druga ważna dla mnie cecha to czujność i umiejętność czytania ludzkich emocji. Jako pedagog potrzebuję być cały czas uważny i obserwować, czy zadania, w które angażuję uczestników nie są zbyt trudne, a w razie potrzeby – dawać więcej instrukcji lub zmienić ich formę, modyfikować zadanie i manipulować poziomem wyzwania. Wynika to z faktu, iż ludzie mają różne predyspozycje i doświadczenia ruchowe oraz style uczenia się: niektórzy uczą się powtarzając dany ruch. Za dużo słów tylko ich irytuje. Niektórzy potrzebują dokładnego opisu jak ten ruch wygląda. Inni z kolei potrzebują manualnego poprowadzenia ich ciała, żeby poczuli ruch. Są też osoby, które nie zrobią postępów, dopóki nie zrozumieją ćwiczenia i jego celu, użyteczności. Pedagog powinien respektować te różnice i nie odbierać ich personalnie. Każdy posiada inny potencjał uczenia się. Czasem dla ucznia jest ważne, by odpuścić i wrócić do nauki wypoczętym dnia. Czasami lepiej mocno kogoś zmotywować. Moim zdaniem w pracy pedagoga nie ma jednej, zawsze słusznej zasady. Jest czujność, pokora i wyzwanie. Za co kocham tę pracę.

Z umiejętności „twardych” to oczywiście dobrze jest wiedzieć jako pedagog CZEGO nauczasz. Im dłużej uczę, chociazby żonglerki, tym większą mam skuteczność. Wiem, jakie trudności podczas nauki napotykają moi uczniowie, dzięki czemu uczę się jak mogę skutecznie pomóc im je pokonać. 

Czy masz jakiś swój indywidualny system pracy?

Niezależnie od dyscypliny opieram swoje warsztaty na wielu teoriach pedagogicznych. Większość z nich miałem przyjemność poznać podczas szkoleń z European Youth Circus Organisation organizowanych w ramach projektu Learner Centere Learning oraz na europejskim szkoleniu dla trenerów cyrkowych CATE, opracowanym przez tę samą organizację. Ostatnio osią mojej pracy jest właśnie Learner Centered Learning, która jest raczej pewnym etosem pedagoga i związanym z nim zbiorem praktyk, które w centrum procesu nauczania stawiają ucznia. Czynią go współodpowiedzialnym za proces nauczania oraz wyczulają na jego potrzeby, ograniczenia i możliwości. Inny model, który pozwolił mi zrozumieć pełniej moje zadanie jako pedagoga to teoria przepływu węgiersko-amerykańskiego psychologa Mihály Csíkszentmihályi. W modelu tym badane są relacje pomiędzy poziomem wyzwania a umiejętnościami ucznia. W uproszczeniu – jeżeli poziom danego wyzwania jest zbyt niski wobec poziomu umiejętności  konkretnego ucznia – nauka nie występuje. Jej miejsce zajmuje znudzenie. W sytuacji odwrotnej – dane wyzwanie przerasta poziom umiejętności konkretnego ucznia – zamiast rozwoju pojawia się lęk, panika i frustracja. Praca pedagoga polega w dużej mierze na manipulowaniu poziomem wyzwania tak, by odpowiadał możliwościom ucznia i wzbudzić w nim tzw. stan przepływu (ang. flow). Jest to stan zrelaksowanego skupienia, pełnego zaangażowania w działanie. By to osiągnąć stosuję różnorodne zabiegi, które ułatwiają lub utrudniają konkretne zadanie. Czasem nie jestem w stanie równocześnie zaadresować potrzeb wszystkich uczestników, zwłaszcza w zróznicowanych wewnętrznie grupach. W takich chwilach wspomagam się samymi uczestnikami. Staram się łamać podział uczeń-nauczyciel. Nie jest dla mnie istotne, ze to ja kogoś nauczam. To nie jest cel moich zajęć i nie świadczy o mnie jako pedagogu. Dlatego często łączę uczstników w pary lub większe grupy, żeby uczyli siebie nawzajem. Peer-to-peer learning to nie tylko budowanie więzi i świadomości tego co się robi, ale również nauka według odwrotnego schematu: będąc uczniem stajesz jednocześnie w roli nauczyciela – jesteś nie tylko odbiorcą, ale i aktywnie dajesz. I ta umiejętność wymiany społecznej jest jest dla mnie istotniejsza niż fakt, że uczeń wyjdzie z moich zajęć potrafiąc żonglować. Nauka wzbogacona o element społeczny jest zawsze bardziej efektywna, bo robisz coś wspólnie, tworzysz wspólne doświadczenie. Twój mózg kojarzy tę umiejętność z przyjemnym doznaniem wspólnoty, akceptacji, siły. Nie jest to umiejętnośc odizolowana, ale istniejąca w relacji i tworząca relację. Dlatego dla mnie nauka to doświadczenie o wiele bogatsze niż samo przyswajanie techniki.

Jest też mnóstwo innych umiejętności i sztuczek, które przydają się w pracy pedagoga. Prowadziłem kiedyś warsztaty w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym w Różanymstoku. Trafiają tam chłopcy po wyrokach sądowych, m.in. za uchylanie się od obowiązku szkolnego, alkohol, narkotyki, kradzieże czy przemoc. Podczas pracy dla Stowarzyszenia Edukacji Krytycznej zapadły mi w pamięć słowa dr Kamy Kamińskiej, prezeski stowarzysznia. Mówiła ona o tym, ze jak się jedzie do kogoś na akcję na jego „podwórko”, to należy uszanować fakt, że on jest w tym miejsu gospodarzem. Ekspertem. Funkcjonuje w tej przestrzeni na codzień, podczas gdy Ty jesteś raczej egzotycznym dodatkiem. Będąc świadomym zależności oraz swoich ograniczeń można zwiększyć skuteczność swoich działań i zbudować relację. Jeśli czegoś potrzebujesz – poproś o pomoc. Często jako edukatorzy mamy wrażenie, że powinniśmy wiedzieć wszystko, zawsze być autorytetem. I w tej sytuacji pokora daje ujście temu napięciu. Dzięki otwartemu podejściu i akceptacji swoich ograniczeń oraz pozwoleniu sobie na poproszenie o pomoc – będąc obcym w środowisku nie zostanie się potraktowanym jako intruz, ale gość.

Osoby, z którymi prowadziłem zajęcia weszły w rolę gospodarza i dzięki temu „zaopiekowali się” mną –  czuły, że przyszedłem aby im pomóc, a nie kontestować ich pozycję w dość hierarchicznym środowisku chłopców w okresie dojrzewania. Dzięki temu ta sytuacja nie była taka asymetryczna. Element o którym mówię, czyli empowerment (wzmocnienie), jest bardzo ważny w tym trudzie pedagogicznym: poczucie ucznia, że podjął wyzwanie i udało mu się osiągnąć cel. Pracowitość jest zdecydowanie bardziej cenna w procesie edukacji niż „talent”.

No właśnie, ten słynny talent. Ja uważam, że nie ma czegoś takiego – talent to po prostu ciężka praca, a nie dar, z którym ktoś się urodził. 

Myślenie zasadą „urodzeni z sukcesem” jest bardzo szkodliwe i zniechęca do podejmowania wysiłku – po co mam się trudzić, jeżeli to talent decyduje o wynikach? Czytałem badania naukowe, które udowadniają, że chwalenie dzieciaków za talent hamuje ich rozwój, podczas gdy zwracanie uwagi na wysiłek, jaki podejmują – stymuluje postępy.  Tak, mi się również tak wydaje, że talent nie istnieje, a to, co nazywamy talentem, to tzw. praca ukryta. Brazylijski reżyser i działacz teatralny, Augusto Boal pisał o tym jak codzienne czynności, które wykonujemy kształtują nasze ciało i wpływają na umiejętności ruchowe. Nawet gry czy zabawy edukacyjne to ruch, od początku życia, który wpływa na to, że mówimy o kimś, że do pewnych zadań „ma talent”.

Parę lat temu uczestniczyłam w Twoich warsztatach „Kuglarz na scenie jak lew na arenie”. Jednym z ćwiczeń było wyjście na środek utworzonego przez uczestników koła i naśladowanie zachowania lwa, w tym głośny ryk i poruszanie się na czworakach. Co miało na celu to ćwiczenie?

Istotą tego ćwiczenia jest realizacja ścieżki ruchowej – wykonywanie siedmiu konkretnych czynności w ustalonej kolejności. Dla performera umiejętność wykonywania powtarzalnych sekwencji ruchowych pod presją bycia obserwowanym jest chlebem powszednim. Wierzę, że gdy ktoś nauczy się utrzymywać spokój, skupienie na zadaniu i poczucie swojej wartości w nim, to fakt bycia obserwowanym nie wpłynie negatywnie na jego zacchowanie.

Wyobraź sobie zakupy w sklepie – ładujesz na ladę stos zakupów w panice, widząc, jak rosnąca kolejka chce Cię zjeść za to tempo. Potrafisz wykonywać czynność wykładania zakupów na ladę. Ale aspekt psychologiczny sprawia, że jesteś nieefektywny, gubisz swój ruch. Zadaniem tego ćwiczenia jest bycie efektywnym i sprawnym, szybkim, ale niespieszącym się, nawet pod presją. 

Widać, że mamy tutaj wspólne stanowisko. Czy chciałbyś coś jeszcze od siebie dodać, o czym nie rozmawialiśmy wcześniej?

Tak, chciałbym jeszcze powiedzieć o dwóch ważnych dla mnie projektach:

Pierwszy z nich to Brave Kids – projekt organizowany przez Stowarzyszenie Kultury Teatralnej „Pieśń Kozła” we Wrocławiu . Działacze Brave Kids wyszukują dziecięce i młodzieżowe grupy artystyczne z całego świata. Następnie zespoły zapraszane są do Polski, gdzie przedstawiają swoje spektakle, a następnie podczas warsztatów uczą się wzajemnie elementów swoich występów. W wyniku tych działań tworzone jest później wspólne przedstawienie. Rolą osoby prowadzącej warsztaty nie jest przekazywanie umiejętności, ale tworzenie warunków do wzajemnej nauki.  Instruktor w tej sytuacji ma nauczyć te dzieci umiejętności scenicznych . Taką rolę można określić bardziej jako facilitator. Polega na tworzeniu środowiska i koordynowanie teatralnej strony przedsięwzięcia, m.in. praca nad propozycją scenariusza, który i tak musi być później zaakceptowany przez występujące dzieciaki. Dzięki współpracy młodych osób z różnych środowisk w atmosferze kreatywnej wolności często pojawiają się rozwiązania, na które dorośli by nie wpadli. Każdy człowiek ma jakiś pokład kreatywności – mówienie, co jest akceptowalne jako sztuka, a co nie potrafi być krzywdzące i ograniczać wyobraźnię. Wydaje mi się, że to jest właśnie ogromne wyzwanie pedagoga – żeby jego własne ograniczenia nie ograniczały podopiecznych. Jest to najbardziej wymagające i rozwojowe wyzwanie mojej pracy. 

English version: https://mastertheact.eu/news/interview-adam-banach/