Global FemART – publikacja

Zapraszamy do zapoznania się z publikacją prezentującą dwanaście artystek, które zdecydowały się podzielić swoimi artystycznymi doświadczeniami z uczestniczkami i uczestnikami spotkania zorganizowanego 25 października 2019 r. w ramach projektu Global FemArt– Supporting Female Artists and Creatives to Globalise their Business”. czytaj dalej „Global FemART – publikacja”

My fun-based learning (part 1) – how I became a writer, researcher, and publisher in one… – artykuł

Zapraszamy do zapoznania się z artykułem autorstwa Anny OchmannMy fun-based learning (part 1) – how I became a writer, researcher, and publisher in one…” (tutaj w języku angielskim a tutaj w języku polskim) napisanego w ramach projektu ““Learn to Create – promoting Work-based Learning in Europe’s Cultural and Creative Industries”. czytaj dalej „My fun-based learning (part 1) – how I became a writer, researcher, and publisher in one… – artykuł”

On work-life balance in artistic work, or rather the lack of it… – artykuł

Zapraszamy do zapoznania się z artykułem autorstwa Anny Ochmann „On work-life balance in artistic work, or rather the lack of it…” (tutaj) napisanego w ramach projektu “Global FemArt– Supporting Female Artists and Creatives to Globalise their Business”.

Zapraszamy także na FB projektu, a poniżej artykuł w języku polskim.

Projekt jest współfinansowany w ramach Programu Erasmus+.

O ‘work-life balance’ w pracy artystycznej, a właściwie o jej braku…

Trzymaliśmy w dłoniach nasze klucze. Niektórzy pojedyncze, inni całe pęki. Można było rozróżnić te do mieszkania czy pracowni, malutkie kojarzyły się ze skrzynkami pocztowymi, kłódkami albo z kluczykami do blokad rowerowych. Były klucze klasyczne, płaskie, ale też nietypowe, okrągłe z dziwnymi wyżłobieniami – tzw. ‘anywłamaniowe”. Dominowały te złote i srebrne, jeden tylko wyróżniał się metaliczną zielenią. Niektóre były „profesjonalnie” rozróżnione kolorowymi, plastikowymi znacznikami na „główkach”, inne – „artystycznie” maźnięte lakierem do paznokci, żeby je łatwiej wyłuskać z pęku. Czasami wszystkie były wpięte do jednego kółka, czasami kilka kółek z podopinanymi kluczami tworzyło „winogrono”. Niektóre wyróżniały breloczki, pozwalające domyślić się pasji czy zainteresowań właścicieli. Była wśród nas wielbicielka mruczków z dopiętym do kluczy śmiesznie wydzierganym kotem, był praktyczny amator napojów w butelkach z dołączonym w roli breloczka otwieraczem. Skrzącymi kolorami wyróżniała się pamiątkowa zawieszka przywołująca wspomnienia urlopowych dni gdzieś w Azji. Kilka osób zamiast kluczy pokazało karty hotelowe (spotkanie było zorganizowane w ramach spotkania międzynarodowych partnerów projektu) poświadczające „wędrowny” tryb życia ich posiadaczy…

Prowadząca spotkanie zaprosiła nas do zabawy typu ‘icebreaker’ – mieliśmy opowiedzieć o sobie w kilku zdaniach właśnie poprzez pryzmat własnych kluczy.

Mój pęk kluczy był największy. Miał mnóstwo „podsekcji”, z podpiętymi kolejnymi mniejszymi „podsekcjami”. W mojej „kiści” były klucze do domu, do pracowni, do biura, do firmy męża, do furtki, do ogrodowego pomieszczenia z narzędziami. Do skrzynek pocztowych (zawodowej i prywatnej), a nawet głównych rozdzielni prądowych w domu i firmie, do skrzynki z licznikiem gazu i do skrzynki z licznikiem wody… Pierwszy raz w życiu je policzyłam… miałam przy sobie 22 klucze. I żadnych breloczków, żadnych sentymentalnych dodatków. Praktycyzm w krystalicznie czystej postaci.

Trzymałam je w dłoni i moją pierwszą myślą, w kontekście opisania siebie poprzez te  klucze, było: „coś jest chyba nie tak z moją równowagą pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym”.

***

To była tylko śmieszna zabawa, ale zainspirowała mnie do napisania tych kilku słów. O braku ‘work-life balance’ i konieczności dbania o równowagę pomiędzy życiem prywatnym, a życiem zawodowym, szczególnie kiedy pracuje się w sektorze kultury i kreatywnym.

***

Decyzji o wyborze artystycznej ścieżki zawodowej towarzyszy przeważnie ogromna pasja, miłość do sztuki, potrzeba wyrażenia siebie poprzez artyzm. I nadchodzi dzień, kiedy ta pasja staje się podstawą pracy zarobkowej. A ponieważ sztuka jest najważniejsza, inspiracje napływają zewsząd i wciąż, to bardzo łatwo jest się w tej pracy zatracić, stracić poczucie upływu czasu, właściwie nigdy z niej nie wychodzić. Wciąż w głowie pojawiają się kolejne myśli o własnej twórczości, która jest przecież także pracą. Kolejne pomysły, ulepszenia, poprawki. Zmiany. Kolejne inspiracje, emocje i właśnie mija… 16 godzina w pracowni.

A potem są dni, w których o te inspiracje trudno. Pustka, poczucie wyjałowienia i myśli, że może ten talent to już się wyczerpał. Nic nie jest natchnieniem, a optymistycznie ustalony z klientem termin jakoś podejrzanie szybko się zbliża. Godziny dłużą się w namawianiu muz artystów, żeby przybyły na odsiecz jeszcze ten jeden raz. Można trochę poprokrastynować (bo i tak nic sensownego nie przychodzi do głowy) albo posprzątać (bo i tak nic sensownego nie przychodzi do głowy). I mija… 16 godzina w pracowni.

Na dodatek, ze względu na specyfikę sektora (przede wszystkim freelancerzy i mikroprzedsiębiorstwa), artyści pracują przeważnie sami, więc żaden szef nie powie „idź do domu, koniec pracy na dziś” ani żaden kolega – „chodźmy na piwo”. Nie ma karty czasu pracy do odbicia. Nie ma też przerwy na kawę w biurowej kuchni z kolegami czy koleżankami z pracy, która pozwalałaby myślom poszybować w kierunku ostatnich ploteczek z działu kadr czy nawet poważnych dysput politycznych.

Nie ma także przełożonego, który pogratuluje dobrze wykonanej pracy albo przyzna premię…

Pasja i miłość do sztuki ustępują coraz częściej brakowi automotywacji i poczuciu beznadziei, nierównej walki z biurokracją i ‘papierami’, szukania klientów, robienia kosztorysów, proszenia się o przelew. Zamiast tworzenia ‘dzieł’ trzeba myśleć o marketingu, księgowości, kolejnych składkach do zapłacenia. I mija niepostrzeżenie kolejny dzień i wydaje się, że te 16 godzin w pracowni to było zaledwie mgnienie…

A kiedy pojawia się marzenie o odpoczynku czy wakacjach to okazuje się, że jak się nie pracuje to się nie zarabia. A poczucie winy, że się nie pracuje powoduje, że pracuje się cały czas. I tak mija….

***

Mam – na szczęście – pracę, która wciąż daje mi poczucie spełnienia i satysfakcji i którą mogę zarobić na życie. A ponieważ wciąż mam tę pasję w sobie, więc tym łatwiej zapominam o sobie i życiu poza pracą. Także dlatego, że osoby z którymi współpracuję są często również moimi przyjaciółmi. Więc nawet w sytuacjach prywatnych jakoś tak automatycznie pojawiają się tematy zawodowe – i potem… trzymam klucze do wszystkiego w jednym pęku, nigdy ich nie rozdzielam.

Więc postanowiłam tak symbolicznie rozdzielić te dwa światy… Od kilku dni mam dwa zestawy kluczy. Do życia prywatnego. I do życia zawodowego. Osobno. Kilka kluczy wypięłam na stałe. I co prawda teraz muszę biegać dwa razy częściej po schodach, gdy wychodząc do pracowni zapominam kluczy „zawodowych”, albo wracając do domu przypominam sobie, że te „prywatne” zostały w szufladzie biurka. Ale wierzę, że uda mi się to kiedyś opanować 🙂

Animacja o projekcie LEARN2CREATE

Zapraszamy do oglądnięcia animacji (link tutaj) promującej projekt „Learn to Create – promoting Work-based Learning in Europe’s Cultural and Creative Industries” realizowany przez międzynarodowe partnerstwo, którego celem jest stworzenie i przetestowanie nowego sposobu pracy trenerów i mentorów, którzy wspierają stażystów w nauce poprzez pracę w europejskich branżach kreatywnych i kulturalnych przyczyniając się do wzrostu zatrudnienia, zwiększenia wydajności i zwiększenia konkurencyjności gospodarczej. czytaj dalej „Animacja o projekcie LEARN2CREATE”

How creative ideas work? (artykuł)

Zapraszamy do zapoznania się z artykułem autorstwa Anny Ochmann „How creative ideas work?” (tutaj) napisanego w ramach projektu “Global FemArt– Supporting Female Artists and Creatives to Globalise their Business”.

Zapraszamy także na stronę projektu oraz projektowego FB, a poniżej artykuł w języku polskim.

Projekt jest współfinansowany w ramach Programu Erasmus+.

Uwielbiam rano patrzeć hen… Hen daleko. Na czubki konarów drzew narysowanych graficznie mocnymi pociągnięciami czerni. Na kształty grafitowych kruków na ich szczytach. Na zamglony, rozmyty akwarelowo rysunek lasu w dali. I bliżej. Na żółcienie czyżyków buszujących w karmniku.

I całkiem blisko. Na smukły kształt połyskującej łyżeczki do herbaty wypełnionej kleistym miodem… „Saffron yellow” delikatnych łupin płatków tulipanów, zagięty róg kartki z książki, którą odłożyłam wczoraj nieuważnie w zmęczeniu wieczora.

Ulotne smużki aromatu gorącej herbaty unoszą się nad pękatym kubkiem trzymanym oburącz.

Mam szczęście mieszkania w miejscu przenikania się cywilizacji z naturą. Wielkie okna-drzwi mojej pracowni otwierają się na pola, a w dalszej perspektywie na kolorową plamę lasu. Zimą bardziej monochromatyczną, jakby przymgloną, jesienią przesyconą pstrokatymi barwami.

To moje miejsce. Do malowania, pisania, tworzenia. Rysowania. Myślenia.

A jednocześnie mieszkam w mieście, w jednej z największych polskich konurbacji (Katowice urban area). W wielkomiejskim zgiełku i wśród bogatej oferty kulturalnej. Z ulubionymi miejscami na spotkania z przyjaciółmi czy spacerami z psami, magicznych jazzowych wieczorów, kiedy muzyka miesza się ze śmiechem i opowiadaniami o wszystkim i o niczym.

To z tej mieszanki powstają wszystkie moje najlepsze, najbardziej kreatywne pomysły. A jak to działa u innych „kreatywnych”?

Próbą odpowiedzi na to pytanie jest raport „WeTransfer IDEAS REPORT” podsumowujący badanie zrealizowane w czerwcu 2018 r., w którym wzięło udział ponad 10 000 reprezentantów sektora kreatywnego ze 143 krajów (no bo kto z nas nie używa wetransfer?). Czy można zdefiniować jakieś wspólne mianowniki charakterystyczne dla osób kreatywnych, a jeżeli tak to co ma nie wpływ? I czy można, mając tę wiedzę, kreatywność świadomie rozwijać, albo stwarzać sprzyjające warunki do jej rozwoju?

Czytając ten raport parę razy uśmiechnęłam się w myślach „to o mnie”, parę razy zdziwiłam. Kilka danych:

„When is most creative part of your day?” – “it’s never the same (33%)”. Jak u mnie. Czasem ulotna chwila, gdy brzask poranka miesza się jeszcze z abstraktem snów, czasem, gdy gotuję makaron, czasem gdy rysuję, czasem gdy beztrosko śmieję się przyjaciółmi…

„What inspires your best ideas” – “taking with friends” (45%), “book and magaiznes” (45%), “travel” (38%), “music” (35%) “nature” (34%). – to wszystko o mnie…

„Where do you get your best ideas” – “at work/at my desk/at my studio” (47%). Ja – najczęściej zastygając z pędzlem w dłoni albo z w tej mikrosekudzie, gdy szukam właściwego klawisza pisząc zapamiętale na komputerze.

 “How do you usually record your ideas” – “on pen and paper” (40%) – znowu cała ja… (te wszystkie karteczki, na których zapisuję kulfonami w pośpiechu lub precyzyjnie z namysłem, kreślę, dopisuję, bazgrzę…)

“To be really creative I need” – “quiet and silence” (65%) – choć ja czasem gwaru krakowskiej kawiarni…

Wydaje mi się, że kreatywność zawsze chadza swoimi drogami, ale może są momenty i sytuacje bardziej jej sprzyjające?

How to support talented dreamers? (artykuł)

Zapraszamy do zapoznania się z artykułem autorstwa Anny Ochmann „How to support talented dreamers?” (tutaj) napisanego w ramach projektu „Bridging the Gap: new mentoring methods for young creative entrepreneurs in Europe”.

Zapraszamy także na stronę projektu oraz projektowego FB, a poniżej publikujemy artykuł w języku polskim.

Projekt jest współfinansowany w ramach Programu Erasmus+.