Tekst Weronika Murek
I
Jak mawiali ludzie: dawno, dawno temu w mieście Filipona nie wolno było nosić koltów, więc wszyscy mieszkańcy Filipony nosili tylko puste kabury.
Ale to nie wszystko.
Jak mawiali ludzie: Dawno, dawno temu w mieście Filipona żył mężczyzna o imieniu Tivald Pancroft, który był nieśmiałym facetem przypadkowo wrobionym w morderstwo starszej pani. Chcąc wybrnąć z tej sytuacji, zgadza się na ofertę dziwnego mężczyzny o imieniu Benjamin Walter, który twierdzi, że jest pisarzem kryminałów noir. Chce zamienić się ciałami i tożsamościami z biednym Pancroftem tylko dlatego, że chce się dowiedzieć, jak to jest być poszukiwanym przez policję. Zamieniają się twarzami dzięki operacjom plastycznym. Zamieniają się stylami życia. I wtedy zaczynają się kłopoty.
To wszystko się wydarzyło. Przysięgam.
W starym komiksie zatytułowanym „Miasto Milczących Rewolwerów”. Napisali go ludzie (Tibor Cs. Horvath i Erno Zorad).
II
Cała historia przypomniała mi się, gdy zaczęłam używać AI.
Po pierwsze, w ramach możliwych narracji wydawały się istnieć dwa sposoby podejścia – albo postrzegano ją jako broń (i dlatego należy się jej bać), albo jako pustą kaburę (i dlatego nie należy się jej bać, ale raczej traktować z ciekawością lub jako coś śmiesznego). Ci, którzy poszli w którąkolwiek ze stron, zdawali się skupiać raczej na tym, co wydawało się bardziej malownicze: kinowych pomysłach i dekoracjach science-fiction. Z drugiej strony: ci, którzy poszli w obu kierunkach, wydawali się raczej zadowoleni z codziennego korzystania ze wszystkich struktur napędzanych sztuczną inteligencją, które tak płynnie i bezgłośnie przekształciły się w codzienną rzeczywistość, że prawie ich nie widać. Rewolucja nie przychodzi wraz z nagłym przełącznikiem i zmianą, ale polega na powolnym wykuwaniu codziennych zwyczajów. Sprawiając, że wszystko staje się łatwiejsze i bardziej dostępne, mamy tendencję do pozwalania, by przyzwyczajenie stawało się niezauważenie częścią naszej codzienności. Rewolucja AI nie zmieni naszych serc i mózgów w pudełka z chipami i przewodami, nie ukradnie naszych dusz i nie zmiażdży naszego człowieczeństwa, nie będzie ani coltem, ani pustą kaburą. Stanie się to stopniowo, czyniąc wszystko łatwiejszym, wygodniejszym i szybszym. Nie przejmie naszych serc, ale przejmie nasze zwyczaje. A kiedy już zmieni sposób, w jaki postrzegamy nasze codzienne zwyczaje i naszą sferę komfortu, będzie po wszystkim.
To, co mnie najbardziej interesuje, to zobaczenie i nazwanie tych naszych małych zwyczajów i tego, jak będą one stopniowo przekształcane za pomocą sztucznej inteligencji.
III
Jak mawiali ludzie: Dawno, dawno temu w mieście Filipona nie wolno było nosić koltów, więc wszyscy mieszkańcy Filipony nosili tylko puste kabury. Był sobie pan Pancroft, który wydawał się winny morderstwa, i pan Walter, który chciał mu to ułatwić, pozwalając mu ujść na sucho, a w zamian pan Walter chciał po prostu dowiedzieć się , jak to jest być winnym i ściganym przez policję. Niby dziwactwo, ale raczej równa zmiana w sposobie qui pro quo. Pan Walter przychodzi powiedzieć: pozwól mi być tobą i pozwól sobie być mną, i zobaczmy, jak to się potoczy.
Ułatwienie i pozwolenie na naukę.
Wydaje się to znajomą wymianą, prawda?
IV
Zaczęli od podstaw: wymieniali się stylami życia i twarzami. To był komiks, więc można było spodziewać się nieoczekiwanych rzeczy. W kategoriach narracji (kreskówkowej i komiksowej – tym bardziej) łatwiej jest zamienić się twarzami niż konwencjonalnie zamienić się stylami życia. To jest moment, w którym zaczyna się historia. Szczegóły. Drobne różnice. Zwyczaje.
Film dokumentalny „Made to Measure: Eine Digital Supernsuche” opowiada o eksperymencie polegającym na rekonstrukcji nieznajomej osoby opierając się tylko na tym, co możemy o niej znaleźć w Internecie i czym ona lub on nakarmił swoje algorytmy. Jak wiele śladów naszego cyfrowego życia pozostawiamy za sobą? Jeśli nasze życie składa się w tak dużym stopniu z codziennych nawyków, jak wiele z nich (jeśli nie wszystkie) jesteśmy w stanie zrekonstruować (nie mówiąc już o wykorzystaniu)?
W dokumencie podążamy za postacią kobiety. Dowiadujemy się o jej pochodzeniu. Dowiadujemy się, że zgodziła się wziąć udział w tym eksperymencie. Bazując jedynie na 5 latach jej obecności w Internecie, twórcy badania mieli za zadanie „skonstruować” jej sobowtóra. Zatrudniono aktorkę, której przekazano wszystkie informacje, jakie udało się uzyskać dzięki informatyce i cyfrowemu śledzeniu. Aktorka widziała filmy głównej bohaterki (media społecznościowe), znała jej głos, mogła przestudiować sposób, w jaki postać się porusza, zachowuje, chodzi i mówi. To było jej studium przypadku – zanurzyć się w tej osobie.
I tak spotkały się w ostatnich scenach dokumentu.
Wyglądają bardzo podobnie. Mówiły tak samo. Siedziały naprzeciwko siebie i wyglądały jak bliźniaczki. Ale co ważniejsze, aktorka nauczyła się na pamięć wszystkich informacji o postaci. Producenci dotarli nawet do mieszkania, w którym kobieta mieszkała, gdy była studentką i odtworzyli jego model. Wszystko zdawało się pasować jak ulał.
Nie jest zaskoczeniem, że w globalnej sieci są ślady wszystkiego, co robimy.
Ale jest inaczej, gdy możemy doświadczyć, że „druga osoba jest nami na podstawie śladów, które zostawiliśmy”. I odnosi się to do ludzkiej wyobraźni nawet bardziej niż do wyobrażenia sobie bezimiennej struktury sztucznej inteligencji, która to robi.
Postanowiłem więc nadać mojemu esejowi twarz. A może dwie: pana Pancrofta i pana Waltera.
V
Zawsze, gdy próbuję tworzyć, staram się iść trudniejszą ścieżką. Wydaje się bardziej interesująca, nie jest przejezdna, sprawia, jest pełna przeciwności, więc wszystko staje się bardziej realne. W ten sposób nie chcę, aby cokolwiek, co robię, było łatwiejsze (chociaż może wydawać się łatwiejsze). Ale cokolwiek dzieje się wokół całego procesu codziennego życia, dobrze jest pomyśleć, że może być łatwiej. Bardziej dostępnie.
Zastanawiam się, w jaki sposób te dwie ścieżki mogą ze sobą kolidować.
Dla niektórych – i ja się do nich zaliczam – praca w branży kreatywnej oznacza, że nasza praca – będąca jednocześnie naszą pasją – nigdy się nie zaczyna i nigdy nie kończy. Przychodzi (lub może przyjść) wraz z wypaleniem. Granice się zacierają. Kreatywność karmi się naszą codziennością, ponieważ czerpiemy inspirację z tak zwanego życia. Pytanie brzmiało więc: jeśli nie ma ścisłej granicy, jak prześledzić te małe chwile i nawyki, które są dla nas tak oczywiste, że mamy tendencję do ich pomijania, a zatem nie jesteśmy tak czujni, jak gdyby dotyczyło to czegoś „większego” lub rzadszego.
Jeśli jesteśmy sumą naszych nawyków, czy nasze nawyki staną się sumą tego, czym staniemy się dzięki sztucznej inteligencji?
I jak wpłynie to na naszą kreatywność, jeśli nasza kreatywność jest naszym codziennym (nawykowym) życiem?
VI
Jak mawiali ludzie: dawno, dawno temu w mieście Filipona nie wolno było nosić koltów, więc wszyscy mieszkańcy Filipony nosili tylko puste kabury.
To był pomysł AI, aby napisać to teraz, ponieważ stworzyłoby to ładną pętlę.
I będzie mi łatwiej skończyć.
Więc to robię. Przyzwyczajenia szybko się utrwalają.

Weronika Murek (ur. 1989) – pisarka, dramaturżka i publicystka. Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego, Faculdad de Derecho Universidad de Barcelona oraz studiów podyplomowych Uniwersytetu Jagiellońskiego Creative Writing (SLA).
Autorka zbioru opowiadań „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina” (wyd. Czarne 2015), nominowanego do Paszportów Polityki, Nagrody Literackiej Gdynia w kategorii Proza, Nagrody Conrada, finalisty Nagrody Nike oraz laureata Nagrody im. Witolda Gombrowicza za najlepszy debiut książkowy. Zbiór został przełożony na język francuski, węgierski, słowacki, serbski. W przygotowaniu przekład norweski. Na podstawie jednego z opowiadań powstał film krótkometrażowy „Maria nie żyje”, oraz film pełnometrażowy „Przejście” (reż. D. Lamparska), który był w finale konkursu Złote Lwy Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni.
W 2015 roku otrzymała Gdyńską Nagrodę Literacką za dramat „Feinweinblein” (tłumaczony na język angielski, francuski, gruziński oraz rumuński) oraz nagrodę za najlepszy debiut w Konkursie na Wystawienie Sztuki Współczesnej za „Sztukę mięsa” (realizacja Teatr Śląski w Katowicach, reż. R. Talarczyk). W 2017 roku na podstawie „Feinweinblein” powstała także sztuka teatru telewizji w cyklu Teatroteka (reż. M. Bednarkiewicz).
W 2019 roku ukazał się jej zbiór dramatów pod tym samym tytułem (wyd. Czarne). Od 2015 roku stale współpracuje z polskimi teatrami, m.in. Teatrem Studio, Teatrem Nowym w Warszawie, TR Warszawa, Teatrem Powszechnym w Warszawie, Teatrem im. Słowackiego w Krakowie, Teatrem Żydowskim w Warszawie, Teatrem im. W. Siemaszkowej w Rzeszowie, Teatrem im. H. Modrzejewskiej w Legnicy czy Teatrem Współczesnym w Szczecinie. Stale współpracuje z „Dwutygodnikiem”, miesięcznikiem „Pismo” oraz dwumiesięcznikiem „Książki. Magazyn do czytania”.
