tekst: Weronika Murek
zdjęcie: Michalina Kuczyńska
W grudniu 2025 roku na zaproszenie fundacji ARTeria mogłam wziąć udział w spotkaniu wokół projektu GreenCCIrcle, które odbyło się w Wenecji. Z mojego punktu widzenia – artystki, redaktorki i osoby, która działa w przestrzeni literatury i teatru – tego rodzaju inicjatywa była świetną okazją do pogłębienia (czy raczej: zbudowania) zielonych kompetencji dotyczących praktyk działania w sektorze kultury.
Moje dotychczasowe doświadczenia zebrane w trakcie dekady prac w różnych instytucjach w Polsce bywały bardzo różne. W niektórych z tych miejsc uważano a priori, że działalność ekologiczna jest zbyteczna, zbyt skomplikowana lub czasochłonna, by w ogóle próbować ją wdrażać. Czasami teatry wykorzystywały ekologiczne kompetencje w czysto wizerunkowy sposób. Czasami próby bycia eko związane były z tym, co pragmatyczne – z niedoborami środków, a więc recyklingiem poszczególnych części scenografii czy kostiumów.
Pobyt w Wenecji i rozmowy, które wtedy odbyłam z innymi twórcami i praktykami wróciły do mnie kilkanaście tygodni później, gdy wraz z poetką i pisarką Barbarą Klicką zaczęłyśmy dyskusję o tym, w jaki sposób mogłybyśmy rozszerzyć naszą aktywność zawodową. Pomyślałyśmy zaraz o recyklingu, który dotyczyłby nie tylko form materialnych, ale i tego, co jeszcze bardziej ulotne i kruche.
Rozmawiałyśmy więc o nieustannej rynkowej gonitwie za nowościami. Presji, aby co roku wydawać kolejną książkę, przekonania, że nie ma nic lepszego niż kolejna premiera teatralna. Współczesna kultura zdaje się przekonywać nas nieustannie, że dobra rzecz to rzecz nowa. Że od momentu, w którym ktoś wpadł na pomysł, aby z góry nadawać produktom określoną datę ważności, po upłynięciu której miałyby się stawać nieużyteczne lub nawet „prawnie martwe”, a więc nie podlegające wymianie, koło nakręcające przemysł (także i twórczy) nigdy właściwie się nie zatrzymało.
Podobny przymus innowacji (a przynajmniej nowości, dopaminy zasilanej pozyskiwaniem nowego i wytwarzaniem nowego) dotyczy także obiegu idei, dzieł oraz form. „Nowe” przestało być tylko niewinnym przymiotnikiem dotyczącym opisu stanu faktycznego (a więc czegoś, co niedawno powstało), ale stało się wartością samą w sobie; właściwie fetyszem. Czymś dla czego porzucamy żywe książki i nośne pomysły, jakby sama metka „debiut”, „premiera”, „pierwszy raz” niosła wielką obietnicę – wartość, wobec której nie trzeba nawet już czytać ometkowanej książki czy wybierać się do teatru.
Zaczęłyśmy zastanawiać się nad tym, w jaki sposób możemy w swojej działalności – która przecież jest twórcza – znaleźć niszę, w której sprawdzimy, jak to, co porzucone, potencjalnie zużyte i mniej ciekawe ma szansę zaistnieć na nowo (to, jak nieodpartym wytrychem jest przymiotnik „nowy” pokazuje i to, że trudno opisać jakąkolwiek działalność, choćby recyklingową, bez posuwania się do użycia go). A może lepiej byłoby uznać, że to nie o nowe istnienie chodzi, a o istnienie w innym kontekście?
Idąc zaś za tą myślą: jeśli wobec kultury niematerialnej zachowujemy się równie rozrzutnie jak wobec kultury materialnej, to jakimi środkami możemy temu przeciwdziałać – gdzie przysuwać drabiny, a gdzie ucho do ściany?
Kilka lat temu w jednym z wywiadów Dorota Masłowska mówiła o tym, w jaki sposób zmienia się podejście do książek: „nie chcemy już czytać, a mieć przeczytane”: tekst staje się zaliczony, odhaczony, a co za tym idzie – jednorazowy. Przypomniałyśmy sobie tę rozmowę i to, co pisał o tym procesie Nicolas Bourriaud, postulując postprodukcję, czyli sztukę, która nie wytwarza form od zera, ale reprogramuje te, które już są częścią krwioobiegu kultury, przesuwając je nieco w kierunku współdzielenia.
A więc jeśli – myślałyśmy – produkujemy nowości, zaliczamy lektury, wyrzucamy teksty, które uznajemy za nieudane, traktujemy spotkania autorskie jako jednorazowy produkt do szybkiej konsumpcji – i równie wszystko o tym wszystkim zapominamy, to przede wszystkim musimy poszukać sposobu na to, aby z tym wszystkim, co odrzucone lub przejrzałe, zacząć pracować na poważnie.
Postanowiłyśmy wykorzystać słownik dotyczący obiegu zamkniętego do pracy z kulturą. Wiedziałyśmy, że nie chcemy aby ten gest stał się tylko frymuśną metaforą, tylko realną metodą. Pomyślałyśmy o motywach recyklingu, upcyklingu, downcyklingu, kompostowania i fermentacji – i o tym, czym byłyby ich kulturowe odpowiedniki, a co za tym idzie – jak można byłoby je przełożyć na konkretną praktykę warsztatową.
W ramach grupy ODZYSK, w której działamy wraz z Barbarą Klicką i Aleksandrą Andrzejewską próbujemy więc:
- odzyskać recykling, a to za sprawą „wymianek”, czyli serii spotkań z kulturą inspirowanych trochę Żywą Biblioteką, a trochę wzmiankami ciuchowymi, czyli towarzyskimi spotkaniami, w trakcie których zaproszone osoby mają szansę poznać się, porozmawiać i wymienić rzeczy, których już nie używają. Idąc za tym skojarzeniem postanowiłyśmy organizować wzmianki historii, wzmianki twórczości (które udostępniałyby przestrzeń dla osób twórczych, które chciałyby sprawdzić w jaki sposób to, co piszą, działa na inne osoby) oraz wzmianki literackiej, w trakcie której wymienić można by się było ukochanymi krótkimi formami literackimi czytanymi na głos;
- odzyskać upcykling, a to za sprawą Klubu Złej Książki, czyli moderowanych spotkań dyskusyjnych, w trakcie których bierzemy na tapet książki, które – z różnych powodów – przepadły. Być może były uznane za kiepskie, wtórne lub po prostu nie trafiły w swój moment. My chcemy je odzyskiwać i potraktować jak materiał. Nie poprawiać lecz przetwarzać: odczytywać na nowo tak, by odsłonić ich nieoczywiste możliwości;
- odzyskać koncept szkół twórczego pisania. Chcemy je przeobrazić w szkoły twórczego czytania, odzyskać skupienie i czujność wobec tekstu literackiego, a także badać w jaki sposób lektura może wpływać i zasilać nasze pisanie;
- odzyskać fermentację, a to za sprawą cyklu SLOW spotkań autorskich, gdzie zamiast jednorazowego spotkania z twórcą lub twórczynią proponujemy stopniowe i pogłębione poznawanie autora poprzez cykliczne rozmowy, czytania, wspólne oglądanie filmów czy warsztaty. Zapraszamy jedną osobę, ale jej udział dzielimy na poszczególne etapy czy tygodnie; każde ze spotkań staje się poświęcone innemu aspektowi twórczości czy osobowości, zaś uczestnicy rzeczywiście mają szansę realnie poznać ulubionego twórcę czy twórczynię;
- odzyskać kompostowanie, a to za sprawą warsztatów projektowania spekulatywnego, które powstały z inspiracji Speculative Everything Anthony’ego Dunne’a i Fiony Raby – chciałybyśmy by rzeczywistość i tradycyjny dizajn zostały „przekompostowane” w prototypy możliwych przyszłości.
- odzyskać downcykling, a to za sprawą spacerów sensorycznych. Downcykling jest zaszyty w tym pomyśle dość głęboko i odnosi się do założenia, że skoro zazwyczaj chcemy doświadczać jak najwięcej, chcemy sprawdzić, w jaki sposób pobudzi naszą wyobraźnię i percepcję odwrotne założenie – takie, w którym świadomie ograniczamy odbiór rzeczywistości do jednego zmysłu.
Myślimy o tym, że naszą stawką nie jest wcale nostalgia ani ciągoty do tego co retro. Chcemy pomyśleć o recyklingu jako o alternatywie i swojego rodzaju małej twierdzy oporu przeciwko nieustannemu fetyszowi nowości. I chcemy sprawdzić, w jaki sposób możemy – (idąc za Dunne i Raby – poszerzyć stożek możliwości, czyli uznać, że przyszłość kultury nie musi prowadzić wyłącznie przez wąskie gardło kolejnych premier i debiutów.

Weronika Murek (ur. 1989)
Pisarka, dramaturżka i publicystka. Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego, Faculdad de Derecho Universidad de Barcelona oraz studiów podyplomowych Uniwersytetu Jagiellońskiego Creative Writing (SLA).
Autorka zbioru opowiadań „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina” (wyd. Czarne 2015), nominowanego do Paszportów Polityki, Nagrody Literackiej Gdynia w kategorii Proza, Nagrody Conrada, finalisty Nagrody Nike oraz laureata Nagrody im. Witolda Gombrowicza za najlepszy debiut książkowy. Zbiór został przełożony na język francuski, węgierski, słowacki, serbski, norweski. Na podstawie jednego z opowiadań powstał film krótkometrażowy „Maria nie żyje”, oraz film pełnometrażowy „Przejście” (reż. D. Lamparska), który był w finale konkursu Złote Lwy Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni.
W 2015 roku otrzymała Gdyńską Nagrodę Literacką za dramat „Feinweinblein” (tłumaczony na język angielski, francuski, gruziński oraz rumuński) oraz nagrodę za najlepszy debiut w Konkursie na Wystawienie Sztuki Współczesnej za „Sztukę mięsa” (realizacja Teatr Śląski w Katowicach, reż. R. Talarczyk). W 2017 roku na podstawie „Feinweinblein” powstała także sztuka teatru telewizji w cyklu Teatroteka (reż. M. Bednarkiewicz).
W 2019 roku ukazał się jej zbiór dramatów pod tym samym tytułem (wyd. Czarne). Od 2015 roku stale współpracuje z polskimi teatrami, m.in. Teatrem Studio, Teatrem Nowym w Warszawie, TR Warszawa, Teatrem Powszechnym w Warszawie, Teatrem im. Słowackiego w Krakowie, Teatrem Żydowskim w Warszawie, Teatrem im. W. Siemaszkowej w Rzeszowie, Teatrem im. H. Modrzejewskiej w Legnicy czy Teatrem Współczesnym w Szczecinie. Stale współpracuje z „Dwutygodnikiem”, miesięcznikiem „Pismo” oraz dwumiesięcznikiem „Książki. Magazyn do czytania”.
Jej ostatnia książka „Urodziny” otrzymała m.in. nominację do Nagrody Nike 2026.
