A few words not only about the music production – artykuł

Zapraszamy do zapoznania się z artykułem autorstwa Anny Ochmann A few words – not only about the music production” (tutaj) napisanego w ramach projektu „Bridging the Gap: new mentoring methods for young creative entrepreneurs in Europe”.

Zapraszamy także na stronę projektu oraz projektowego FB, a poniżej publikujemy artykuł w języku polskim.

Projekt jest współfinansowany w ramach Programu Erasmus+.

Nie tylko o produkcji koncertów…

Miarowe uderzenia klaszczących dłoni wywoływały artystów na kolejny bis. „Kolejny dobry koncert do mojego zawodowego producenckiego portfolio …” – pomyślałam z mimowolnym uśmiechem wycofując się z wyciemnionego przejścia pomiędzy rzędami widowni do rzęsiście oświetlonego holu zabrzańskiego Domu Muzyki i Tańca. Publiczność (prawie dwa tysiące osób) stała dziękując oklaskami muzykom, choć niektórzy już umykali szybko do szatni żeby zminimalizować czas oczekiwania na płaszcze – gdy pozostali ruszą po odbiór swoich okryć czasem trzeba czekać kilkanaście minut, żeby wręczyć swój numerek szatniarce. Odruchowo, na moment, zmrużyłam zmęczone oczy i pomyślałam, że chętnie zamknęłaby je wtulając się już w ciepłą poduszkę. Ale teraz czekało mnie jeszcze kilka godzin pracy – demontaż techniki scenicznej, posprawdzanie pracowników, ochrony, szatniarek, kasierek… Nucąc usłyszane przed chwilą „tu cichosza tam cicho, szaro brudno i zima…” skręciłam w lewą stronę korytarza okalającego balkony, żeby zejść bocznymi schodami na zascenie.

Usłyszałam kolejną falę oklasków, ale równolegle coraz bardziej nasilający się, bardzo charakterystyczny dźwięk siedzisk uderzających o oparcia. To był pewny znak, że publiczność wstaje. A więc koniec koncertu, zaczyna się ostatni ‘akt wieczoru’. Uśmiechnęłam się do chłopaków z ochrony, którzy także wychwycili charakterystyczne brzmienie i teraz, z lekką nerwowością widoczną w ruchach otwierali i blokowali drzwi z foyer do holu głównego przygotowując się do wypuszczenia publiczności.

Przechodząc przez zascenie zerknęłam na uwijające się już na scenie ekipy techniczne. Lubiłam patrzeć na ich zorganizowanie – nieprawdopodobnie szybko i sprawnie demontowali sprzęt nagłośnieniowy i światła, przesuwali „paczki”, zwijali metry kabli unikając jednocześnie jakiejkolwiek kolizji na tej niewielkiej w sumie przestrzeni – zawsze miałam wrażenie, że wszyscy poruszają się po precyzyjnie wyznaczonych trajektoriach zgodnie z perfekcyjnie opracowaną kolejnością działań. Scenowy opuszczał z wprawą sztankiety z których wypinali kolejne ‘moving heady’ i ‘blindery’.

W rękach, w głowach cichosza, w ustach, w oczach cichosza…”  wciąż brzmiało w moich myślach, gdy poczułam chłodny powiew – drzwi z zascenia na rampę były już otwarte. Przez chwilę w zamyśleniu patrzyłam na leniwie tańczące, w mdłym świetle przenikającym z wnętrza budynku do lodowej krainy na zewnątrz, płatki śniegu. Wdychałam mroźne drobinki, które ożywczo skraplały się w moim oddechu. Wciągnęłam łapczywie łyk zimowego tlenu – powietrze było ostre, pachniało świeżością…

***

Ta krótka wspomnieniowa impresja to kilka minut z jednego z ponad 300 koncertów, które wyprodukowałam lub zorganizowałam w ramach mojej pracy w Domu Muzyki i Tańca, znanej śląskiej instytucji kultury z halą widowiskową mogącą pomieścić prawie 2000 osób publiczności. Zaczynałam jako jednoosobowy dział organizacji imprez, aby finalnie skończyć jako zastępczyni dyrektora tej instytucji do której zadań należała koordynacja podstawowych działań statutowych DMiT, a więc pracy działów: produkcji telewizyjnej, wydawnictw i impresaryjno – programowego.

Nigdy nie zapomnę pierwszego dnia pracy, gdy siedziałam z kubkiem stygnącej herbaty na stosami jakiś papierów, które ‘odziedziczyłam’ po poprzednikach – umów, kontraktów, riderów technicznych i biletów na zaplanowane już koncerty poupychanych w dużych brązowych kopertach. Za oknem jesień kusiła żółcieniami, czerwieniami i brązami opadających, szeleszczących pod stopami przechodniów liści, słońce grzało jeszcze  przyjemnie, a ja w zimnym, szaroburym i brudnym pokoiku wpatrywałam się w dokumentację słuchając mimowolnie rozmów telefonicznych portiera, którego pomieszczenie było wydzielone z mojego cienką i bardzo akustyczną ścianką.  A może to mój pokój był wydzielony z jego… Nie zapomnę poczucia abstraktu, gdy czytałam pierwsze umowy z organizatorami tzw. zewnętrznych koncertów czy menadżerami artystów i próbowałam zrozumieć ich zapisy, obowiązki stron. Nie zapomnę faksu, który wypluwał rozmazane strony riderów technicznych i aneksów do umów, a ja próbowałam rozszyfrować co to są ‘moving heady’ albo ‘flajowany dźwięk”. Pamiętam długie godziny spędzane z prawnikami, z kadrową nad arkuszami planu pracy obsługi, tak, żeby ‘obłożenie pracownikami’ się zgadzało, ale żeby nie przekroczyć dopuszczalnej liczby godzin ich pracy. Godziny z księgowymi i kosztorysami, planami promocji, koordynacji i realizacji działań reklamowych. Pamiętam, jak często w praktyce uczyłam się zarządzania zespołem, organizacji czasu pracy (swojej i ich…), realizacji zasad współpracy i komunikacji w zespole…

***

Miałam szczęście do świetnych ludzi, którzy mnie wiele nauczyli, dzieląc się swoim doświadczeniem i wiedzą, ale teraz z perspektywy czasu wiem, że byłoby mi zdecydowanie łatwiej gdybym miała wsparcie kogoś takiego jak mentor. Dlatego projekt BtG jest dla mnie osobiście bardzo ważny.

W Polsce nie istnieje żaden system dedykowany wsparciu osób chcących rozpocząć pracę lub założyć firmę w przemysłach kultury i przemysłach kreatywnych realizowany przez wyspecjalizowanych doradców czy poprzez specjalistyczne szkolenia. Funkcjonujące instrumenty są generalnie uniwersalne dla wszystkich branż, choć definiowane w szeregu opracowaniach i raportach problemy w tym obszarze (w tym brak ofert pracy dla artystów w urzędach pracy czy nieadekwatność programów nauczania szkolnictwa artystycznego do rynku pracy) predysponowałyby do zmiany polityk publicznych w tym zakresie. Wsparcie dedykowane konkretnemu sektorowi (w tym także kreatywnemu) „wydarza się” raczej przy okazji realizacji projektów (także finansowanych z funduszy UE) na rzecz danej grupy docelowej ze specyficznymi potrzebami. Jednym z najważniejszych obszarów deficytowych w całym systemie jest także brak (lub mocne ograniczenie) ofert i wsparcia urzędów pracy dla freelancerów, osób samozatrudnionych lub tworzących mikroprzedsiębiorstwa (a takie dominują w sektorze kreatywnym). Mogą oni jedynie liczyć, jak wszystkie pozostałe branże, na pomoc w zakresie przygotowania do pracy nowego pracownika (np. poprzez szkolenia) oraz na środki na doposażenie nowego miejsca pracy o ile osoba, którą chcieliby zatrudnić jest bezrobotna. Horyzontalnym problemem, wynikającym pośrednio z dużej dynamiki całego rynku pracy, jest brak efektywnego i aktualnego systemu mapowania i monitoringu tego rynku w kontekście zapotrzebowania na konkretne zawody.

Zapraszam do śledzenia strony naszego projektu i uczestniczenia w działaniach BtG 🙂