Muzyka – Miłość – Mózg. Kolejne spotkanie w ramach INSYTUTU IQ

Ze względu na walentynkowy nastrój (spotkaliśmy się dzień przed Świętem Zakochanych, 13 lutego 2015 r.) wybraliśmy jako temat naszego kolejnego spotkania z cyklu INSTYTUT IQ „Muzykę – Miłość – Mózg”. Tytuł warsztatów został zaczerpnięty z artykułu w magazynie BEDRIFT autorstwa Aleksandra Lubiny i był okazją do rozwinięcia dyskusji z wrześniowego spotkania ARTerioinspiracyjnego (o tym jak edukacja muzyczna rozwija mózg, więcej tutaj). Za wstęp do dyskusji posłużył w/w artykuł (tekst poniżej), a debatę moderowali – wspólnie z Wenancjuszem Ochmannem – nasi wolontariusze: Joanna Rusik i Grzegorzem Kozieł.

Kolejne spotkanie Instytutu IQ już w kwietniu, a jutro zapraszamy na spotkanie walentynkowe z książką w tle… Nasi wolontariusze – ci młodsi i trochę starsi postanowili twórczo odpowiedzieć na ostatnie badanie czytelnictwa w Polsce i DZIAŁAĆ! Jutro nasza pierwsza fundacyjna akcja wymiany książek pod hasłem „KSIĄŻKA na WALENTYNKI” – zapraszamy!


Muzyka to przyjemność,

jakiej dusza ludzka doświadcza przez liczenie,

nie zdając sobie sprawy,

że ma do czynienia z liczeniem.

(Gottfried Wilhelm Leibniz)
Choć od samego mierzenia nikt jeszcze nie urósł, to we współczesnej oświacie poważną rolę odgrywa pomiar. Procederowi temu poddaje się uczniów trzynastoletnich, szesnastoletnich i abiturientów. Jego wynik decyduje o ludzkich losach. Piętnastolatków na całym świecie bada się poprzez Programme for International Student Assessment (PISA). Na tej podstawie orzeka się o jakości systemu oświaty – a więc także kultury danego państwa czy narodu.
W naszym kręgu kulturowym, czego i jak by nie mierzyć, to okazuje się, że lepsze wyniki uzyskują uczniowie zajmujący się czynnie muzyką – grający na jakimś instrumencie lub śpiewający. Uprawianie muzyki rozwija wszechstronnie i przyczynia się do postępów w procesie uczenia się. Takie są wyniki badań prof. Manfreda Spitzera z Transferzentrum für Neurowissenschaften und Lernen w Ulm (Niemcy) – neurologa, psychiatry, filozofa i psychologa. Stanowią dowód na to, że muzyka rozwija, bo powoduje wzrost IQ u badanych. To nie jest tak, że lepsi muzykują, lecz tak, że to muzykujący lepiej uczą się uczyć, lepiej radzą sobie z analizą i oceną swych postępów w uczeniu się, a także lepiej radzą sobie podczas egzaminów formalnych, w tym testów. Wszystkie te doświadczenia zbierają w trakcie ćwiczeń i koncertów.
Uprawianie muzyki: granie i śpiewanie, „dzieje się” w lewej półkuli mózgowej, tam jest rytm – tam też słuchamy języka – analitycznie, krytycznie, strukturalnie i z transferem na inne obszary poznania. Słuchanie (a właściwe słyszenie) muzyki ma miejsce w półkuli prawej, tam jest melodia, co tłumaczy, dlaczego na skrzypcach i gitarze większość z nas gra lewą ręką. Prawą ręką trzymamy rytm, lewą gramy melodię. Na krzyż. Na południu Francji flet jednoręczny trzyma się w lewej dłoni, a w bęben uderza prawą (Le galoubet – tambourin).
Muzyka zawsze ma rytm i melodię. Rytm i melodia wspomagają pamięć oraz dobre skojarzenia
i porządkują nasz mały wielki świat. Muzyka dodaje odwagi, co też wspomaga proces uczenia się oraz kształtuje pozytywne nastawienia. Ale po kolei.
Mama śpiewa kołysankę, dziecko tuli ucho do jej serca. Mama kołysze się w rytm bijącego serca – takt ¾ wolnego walca. Dziecko jest bezpieczne. Głos na końcu strofy opada, staje się głębszy, a to znaczy: spokojnie, cichutko, teraz zasypiamy.
Muzyka trafia do naszego mózgowego systemu nagrody i wzmacnia go. Działa podobnie jak kokaina, jak czekolada, jak podziwianie dobrego komputera, jak wtedy, kiedy dobrze współpracujemy, kiedy słyszymy przyjazne słowo, kiedy ktoś się do nas uśmiechnie. Kiedy uczę się gry na jakimś instrumencie, to zaraz mogę ocenić własne postępy: uczę się, zadaję sobie trud – jestem lepszy w tym, co gram. To nagroda. Warto i przydaje się. Muzyka trafia do mózgu tam, gdzie wartościujemy.
Muzyka ćwiczy również koncentrację, wzmacnia pewność siebie, wzbogaca kompetencje społeczne i umiejętności życiowe. Redukuje stres, dodaje odwagi, bo „wyłącza” ciało migdałowate, które ostrzega nas, nim jeszcze do naszej świadomości dotrze zagrożenie. Zagrożenia nie ma – śpiewamy pełną piersią, wyprostowani – jak bać się w takiej pozycji? Gwiżdżemy na wszystko! Pamiętam, kiedy w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, abiturientka podczas matury ustnej z języka niemieckiego wpadła w panikę, przeżyła black out/Bewußtseinsenge, zamarła na dłużej, patrzyła nic niewidzącymi oczyma, co tak przeraziło komisję, że i ta zaniemówiła. Paraliż. Strach. Niemoc. Bezsilność. Po dłuższej chwili dziewczyna machinalnie zaczyna wystukiwać rytm. Zaczyna nucić. Śpiewa piosenkę z lekcji. Kilka taktów śpiewu, później melorecytacja i… odpowiedziała śpiewająco. Piosenka pochodziła ze śpiewnika zawierającego dydaktyzacje tzw. pattern practice z melodiami Wenancjusza Ochmanna – takiego śpiewnika do skorelowanego nauczania języka niemieckiego z muzyką: Jak leci? Śpiewająco! (1995).
Muzyka odróżnia człowieka od pozostałych naczelnych, które nie muzykują. Język nasz raczej przypomina ptasi śpiew niż dźwięki wydawane przez szympansy. Język (langue) i mowa/słowa (parole) oraz muzyka (rytm, melodia) powstały najprawdopodobniej równocześnie i doskonaliły się w już dobrze rozwiniętych mózgach. Mózgi wojowników i myśliwych rozwijała chęć zdobyczy, zwycięstwa i przeżycia oraz strachu, ale to niekoniecznie ich potomkowie mieli coraz lepsze mózgi. Spotykamy ich do dziś w życiu i na pierwszych stronach gazet. Mózgi kobiet, które w atmosferze kłamstw, kradzieży, intryg, oszukiwania konkurencji i udawanej uległości zabiegały dla swych dzieci o najlepsze kęsy zdobyczy myśliwych oraz wojowników, też niekoniecznie zawsze wygrywały wyścig w procesie ewolucji. Ślady owszem pozostały… Pierwsza teoria liczy sobie około 50 lat, druga około 20 lat. Jest jeszcze trzecia.
Najszybciej rozwijały się mózgi muzyków. Bo komu wtedy była potrzebna muzyka? Była wręcz zagrożeniem. Rytmicznie i melodyjnie dźwięki wydawał z siebie tylko człowiek, a ten był łatwym łupem dla wrogów. Ale czy na pewno? Muzyka to sygnał – uważaj, mogę sobie pozwolić na rozrzutność, na wyróżnianie się. Uważaj, może mam coś, co nie mieści się w twoich wyobrażeniach. Jestem twórcą. Jestem kreatywny. Jestem nieprzewidywalny. Ci muzycy (i malarze) już wtedy pociągali płeć piękną. Obcowali z pięknem i przypominali siły wyższe w akcie kreacji. Malarze jaskiń i fleciści na gęsich fletach. Flet z kości gęsi znaleziony ostatnio w Chorwacji datuje się na 50 000 lat przed naszą erą.
Spitzer opisuje takie doświadczenie: jazzmanów umieszczono ze specjalnymi keyboardami w tomografie i obserwowano zmiany w ich mózgach. Przy graniu z nut mózgi niezbyt się uaktywniały, przy improwizowaniu widać było jakby feerie sztucznych ogni! Improwizowanie wyzwala procesy integracyjne w mózgu. Kreatywność mieści się w mózgu tam, gdzie umiejscowiony jest ośrodek marzeń, gdzie jest twórczość.
To, że muzyka łagodzi obyczaje, jest prawdą powszechnie znaną. Muzyka wywołuje uczucia i kształtuje nastawienia, od których zależy, czy używamy naszych instrumentów (oczu, uszu, dłoni, ust) do wyrażania wdzięczności, zaufania, szacunku, spełnienia czy też zadajemy im gwałt celem szerzenia zawiści, pychy, żądzy, pogoni za dobrami doczesnym, nieustannego głodu posiadania…
Muzyka jest odwieczną składową edukacji. To nic, że obecnie mało jest dla niej czasu
i pieniędzy. Jest o czym pisać i mówić, a nawet o co zabiegać, bo kształcenie jest wszystkim innym niż pamięciowym uczeniem się różnych przedmiotów i rozwiązywaniem testów, co na co dzień trafia do ciała migdałowatego. Wiedza tam ukryta pozwala rozwiązywać testy, ale dożywotnio blokuje kreatywność. Kreatywność zaś mieści się podobno w hipokampie. Ten jednak niszczeje pod wpływem ciągłego stresu, który powstaje z braku wpływu na własną sytuację lub z powodu innych wykluczeń. Dlatego w szkołach powinno się tworzyć relacje międzyludzkie, ćwiczone także w teatrzykach szkolnych lub poprzez pracę w chórach. Szczególnie chóry lub musicale sprzyjają atmosferze/kulturze, w której wzrasta potencjał tkwiący w uczniu i uczennicy. Klimat wspomagania rozwoju to klimat bez wyścigów szczurów, konkursów, bez oceniania, bez kary i nagrody. To klimat harmonii. W szkołach powinno się więc komponować, improwizować, układać melodyjne zdania (poezję i prozę), melodyjne i rytmiczne zadania matematyczne. Od chórów greckich, przez chorały gregoriańskie do rapowania i hip hopu.
Co się czuje, słuchając dobrej muzyki, co się czuje, grając lub śpiewając? Niewątpliwie jest to inne odczucie, niż to, kiedy idzie się do swojego dziecka na wywiadówkę… Traumy szkolne wywołują takie właśnie nastawienia. Pewnie, że można powiedzieć: ja przeżyłem i oni wytrzymają. To właśnie tresura w szkole spowodowała takie nastawienie…
Olbrzymi procent uczniów idzie do szkoły w strachu przed każdą lekcją. Ze strachu można się wyleczyć tylko poprzez zaufanie. Zaufanie, odwaga, inspiracja mieszczą się w płacie czołowym, tam gdzie mieści się myślenie, planowanie, wola działania, podejmowanie decyzji, ale też frustracja, lęk i napięcia, no i nastawienia.
Może gdyby w szkołach było więcej muzyki, to uczniowie łatwiej zmieniliby swoje nastawienia?
Neuroesteci Semir Zeki i Vilayanur S. Ramachandran twierdzą, że piękne malarstwo również pobudza korę oczodołową i przednią część zakrętu obręczy – czyli te same obszary, o których mowa była przy wartościowaniu i układzie nagrody. Ale o sztukach wizualnych i rozwoju zawsze młodych mózgów, które uczą się nieustannie, w następnym tekście.
Artykuł ukazał się w magazynie BEDRIFT (jesień 2012), więcej: www.bedrift.pl.